sobota, 30 marca 2013

Paranoja.

text

Jakieś głosy w mojej głowie mówią mi, że jestem przeraźliwie tłusta i powinnam szybko schudnąć. Szepczą mi, że nie wolno mi chcieć, że muszę się opanować, gdy widzę coś smacznego, że pokażę
tym ludziom, iż jestem lepsza od nich. Ja wiem, że tak nie jest, nigdy nie będę lepsza od nikogo.
Aczkolwiek perspektywa perfekcyjnie pięknego ciała i satysfakcji z niego jest niesamowicie kusząca.
Czuję, że im będę stawała się chudsza, tym ludzie bardziej będą mnie akceptowali. Nie będą rzucać
wtedy w moją stronę obraźliwych komentarzy (jak kilka osób z mojej klasy), może jakiś facet za mną
zaszaleje, ponieważ jak na razie na horyzoncie żadnego takiego śmiałka nie ma. Kto by mnie chciał.
Jestem tylko grubą świnią z depresją. Powinnam się ogarnąć! Tak, tak, tak! Mam siebie serdecznie dość. Sama siebie! Gdyby tylko się dało, uciekłabym od siebie daleko i już nie wracała.

Nie umiem sprecyzować, czego bardziej pragnę. Umrzeć, zakończyć to wszystko, co i tak jest marne, czy może żyć i dążyć do tej chudości i piękności zarazem. Muszę się zastanowić. Żyletki...<3

strach 

W środku mnie coś siedzi, cały czas krzyczy, nie milknąc i sprawiając ból całemu mojemu ciału.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Boję się. Naprawdę. Autentycznie. Chyba sobie sama nie poradzę.
Przyjaciele zapewne mają mnie już dość. Wszyscy mają mnie już dość. Pewnie nawet mama, która
sama nie umie jakoś rozwiązać sytuacji w domu. Chociaż...kto by potrafił? Właśnie, szanuję ją, bo
wytrzymuje z ojcem jakoś. A ja nie. Nienawidzę go z całego serca.

mroczne

Nikt nie widzi do końca jak mi jest źle. Nikt też do końca mnie nie zrozumie. Przeze mnie ludzie się
tną, robią sobie krzywdę, wynajdują nowe sposoby na cierpienie, lepiej byłoby, gdybym wtedy, po
zażyciu tych kilkunastu tabletek nigdy się nie obudziła. Ale...to da się zrobić. Nie wiem kiedy, nie wiem czy w ogóle odważę się jeszcze spróbować, jednak są na to szanse, dość spore...spontanicznie.

Zdaje mi się również, że zamykam się w kręgu tych kilku czy kilkunastu piosenek. Słucham ich na okrągło, co chyba wcale mi nie pomaga. Jednak nic złego się nie dzieje, przynajmniej PRZEZ NIE.


Bilans:
- na śniadanie: kulki z mlekiem,
- kawałek kiełbasy,
- kilka łyków napoju gazowanego,
- 2 kawałki ciasta "blok",
- kilka landrynek (na zatrzymanie głodu),
- jogurt pitny Activia,

- jogurt zwykły Activia,
- trzy małe kanapeczki z Almette,

Z bilansu tak średnio jestem zadowolona, wczoraj było lepiej, ale też nie najlepiej.
Mogłam sobie dzisiaj darować tą kiełbasę i ciasto. Jestem żałosną, tłustą świnią!!!

-A


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania!
Komentarze są moderowane, więc wyzwiska i tego typu rzeczy nie przejdą.