Chociaż wcześniej się "nawróciłam" i żyłam chwilę z Bogiem, zaczęłam się okaleczać w pokoju.
Później coraz ciężej mi było z tego wyjść, tak zostało do dnia dzisiejszego. Miałam też drobne próby
samobójcze - czemu drobne? Bo jak źle się czułam, rodzice myśleli że udaję, a tak to o niczym nie mieli pojęcia. Dziwne, prawda? Wiem, wiem, ale nie takie rzeczy pewnie czytaliście, moi drodzy.
Z czasem nie tylko cięłam ręce, raniłam sobie także nogi i brzuch, od niedawna ramiona (jedno).
Cherophobia ---) To strach przed byciem szczęśliwym. Wynika z tego, że po każdej chwili radości, zdarza się coś złego.
Szczerze? Chyba nie żałuję, że zaczęłam się ciąć. To moje życie, mogę z nim robić co chcę.
Nawet, jeśli sama miałabym je sobie zniszczyć. Może już to zrobiłam? Chyba...tak.
Pierdolnęłabym tym wszystkim, co dzieje się teraz i wskoczyłabym do wody z betonem przykutym do nogi, albo dla pewności, do obu moich nóg, no bo czyich innych? :)
Nie płaczesz kiedy wszyscy się tego po tobie spodziewają, zapisujesz w sobie każdy, choćby najmniejszy, powód do smutku, ale się trzymasz... aż w końcu wybuchasz, a do płaczu jest w stanie doprowadzić cię choćby najmniejsza błahostka..
Chciałabym pomocy...ale nie od psychologa, mamy, psychiatry, pani pedagog...bo tą już "mam".
Potrzebuję wsparcia dziewczyn.
Nie zasługuję na szczęście, choć każdy ma do niego prawo. Podobno ^^
Wyciągam rękę z prośbą o pomoc.
Wiecie co? Moim zdaniem scenariusz, jaki napisało mi życie, jest do chrzanu (jest niedobry).
Mam 156 cm (słownie: metr pięćdziesiąt sześć) i 48,4 kg (słownie: czterdzieści osiem ponad).
Jestem niska i gruba!! Kurwa mać, muszę powrócić do tamtego trybu życia, czyli nie jeść nic,
jakoś to ukrywać. Nie cierpię swojego ciała, brzucha, tych okropnych ud, pośladków, łydek, cycków.
Tak, wiem. Krótka historia - ale może w późniejszych wpisach, jak mi się coś przypomni, to dodam :]]
-A
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania!
Komentarze są moderowane, więc wyzwiska i tego typu rzeczy nie przejdą.