Na marginesie...szukałam jakiegoś aktywnego forum pro-ana, ale żadnego jako takiego nie znalazłam. Wielka szkoda :( Przydałoby mi się wsparcie, bo dziewczyny w internacie i w szkole tępią moje zachowanie tzn. odchudzanie. A ja nie rozumiem, czemu jedna z nich jest zła za to, że się pocięłam, choć mówiła, że to moje życie i ona się nie będzie wtrącała. Hipokrytka.
Chcę umrzeć. Doszłam do wniosku, że nie mam po co istnieć. Jak tylko będzie taka możliwość, wezmę w aptece Acodin i go zażyję. Wszystkie 20 tabletek, chociaż może uda mi się zdobyć więcej.
Mam nadzieję tylko, że tam w aptece nic nie podłapią i nie będą podpytywać, po co mi tyle opakowań. No nie ważne.
Kompletnie zwariowałam, by zwierzać się Kaśce. Nie powinnam zaprzątać jej głowy moimi sprawami, nie zrozumie. Przecież kogoś takiego jak ja nikt nie zrozumie. I nie da się mnie kochać ani chociaż lubić. To straszne, ale zaczęłam się przyzwyczajać, że wszyscy widzą we mnie NIC.
Teraz leżę w łóżku, sama w domu i przy zgaszonym świetle. Obok mnie zeszyt z bilansami, dietami i tym podobnymi rzeczami. Cieszę się, że odważyłam się go założyć, lecz żałuję, że kilka osób go zobaczyło, może nie w całości, ale kilka wpisów do niego. No mniejsza z tym, nie chcę się powtarzać. A więc...sorry, nie zaczyna się zdania od "a więc"... Oto mój dzisiejszy bilans, póki co:
Bilans:
- bułka z miodem - śniadanie;
- chipsy paprykowe;
- dwie kostki czekolady z nadzieniem;
- dwa paski bąbolady;
Postaram się już dzisiaj nie wiele jeść, najwyżej pić. Miejmy nadzieję, że mi się uda.
Kurwa, przecież nadzieja matką głupich. Och, znów to samo, powtarzanie się...bla, bla, bla ^^
-A
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania!
Komentarze są moderowane, więc wyzwiska i tego typu rzeczy nie przejdą.