Jestem naprawdę do niczego, choć jeszcze łudziłam się, że może jest inaczej. Że jestem potrzebna.
Wszystko, czego się dotknę, zamienia się natychmiast w pył (gdyby jeszcze w złoto, no ale no).
Napisałam do niej sms. Weszłam do wanny. I nie miałam odwagi się utopić. Nie wiem niby czemu.
Schrzaniłam, najpierw mówię, że coś zrobię, a później się wycofuje. Jestem żałosna, do dupy.
Doszłam do wniosku, że nie ma sensu, żebym z kimkolwiek czymkolwiek się dzieliła, nie ma znaczenia czym dokładnie. Po prostu mam bloga, a że zmieniłam adres i nie znajdą go nawet one, to już trudno. Tym lepiej dla nich, nie będą znały mnie na wylot, a może to ja trochę się tego boję?
Nie ma to znaczenia. Kończę z zabawą w kotka i myszkę, mam dość uciekania. Mam dość SIEBIE.
Od teraz, od dzisiaj, muszę sobie radzić sama. Bez niczyjej pomocy, bez NICH. A to będzie...
bardzo trudne. Jak ja uniknę ich w szkole? Nie dam rady. Nie chcę ich już ranić, mam tego dość.
Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę samej siebie! Wiem, wiem - powtarzam to aż do znudzenia.
Ja pierdole. Chcę umrzeć. Tylko czemu nie mam teraz tej samej odwagi, co przed sięgnięciem po
tabletki?! Jestem kurewskim tchórzem, szkoda miejsca dla mnie. Powinnam już nie istnieć... ;_;
POWINNAM JUŻ ZDYCHAĆ GDZIEŚ NA DNIE RZEKI, WISIEĆ NA DRZEWIE, LEŻEĆ W KAŁUŻY KRWI W ŁAZIENCE, LEŻEĆ NIEPRZYTOMNA W WANNIE...
Becouse of you!

-A
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania!
Komentarze są moderowane, więc wyzwiska i tego typu rzeczy nie przejdą.