Po prostu ogarnęło mnie zdziwienie. Ale potem przypomniałam sobie, jak ja leżałam ostatnio tam.
W szpitalu. Może nie długo, dwa dni. Po raz pierwszy na więcej niż jeden czy pół dnia.
Miałam rozgadaną lokatorkę, która na drugi dzień wyszła troszeczkę szybciej ode mnie.
W prezencie dała mi książkę "Dzienniczek Świętej Faustyny", cholerka, nie przeczytałam go jeszcze.
Specjalnie dla tej kobiety postaram się to zrobić, może to nie wciągająca lektura, sami rozumiecie :)
Były godziny, które dłużyły mi się tam strasznie. Leżenie, jedzenie (rzygać mi się teraz chce, jak sobie pomyślę, ile pochłonęłam tam z nudów), czekanie na lekarza, by tylko się tak nie nudzić.
Teraz to chce mi się z tego troszeczkę śmiać, a że mam dobry humor to... :] :] :]
Był sobie szpital...:*
-A
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania!
Komentarze są moderowane, więc wyzwiska i tego typu rzeczy nie przejdą.